Eksperci z Poznania stworzyli sensor przydatny w leczeniu ran i walce z koronawirusem
Leczenie ran Newsy Nowe technologie Pod sliderem Zakażenia

Eksperci z Poznania stworzyli sensor przydatny w leczeniu ran i walce z koronawirusem

Zespół polskich ekspertów opracował nowatorski sensor, który będzie przydatny zarówno we wczesnym wykrywaniu zakażeń, monitorowaniu środowiska rany, jak również stałej kontroli temperatury ciała. Aktualnie trwa proces certyfikacji urządzenia.

Jak sensor może pomóc w rozpoznaniu koronawirusa?

Urządzenie będzie w stanie wykryć nawet najmniejsze wahania temperatury ciała, z dokładnością do dziesiątych części stopnia Celsjusza. Ten niewielki sensor zbudowany jest z biomedycznych materiałów. Posiada sondę ze stali chirurgicznej i szczelną obudowę. Dzięki możliwości połączenia się z zainstalowaną na tabletach bądź smartfonach aplikacją, może przesyłać dane czy ostrzeżenia o podwyższonej temperaturze bezpośrednio na serwer.

– Prosty, automatyczny oraz stały pomiar pozwala uniknąć nagłego skoku temperatury. Umożliwia monitorowanie jej np. u dzieci lub osób starszych. Urządzenie ułatwia i przyspiesza wykrycie jednego z wczesnych objawów klinicznych koronawirusa, czyli rosnącej gorączki. Określenie jej najwyższych wzrostów w ciągu doby jest bardzo ważne w kwestii poprawnego leczenia – powiedział prof. dr hab. n. med. Tomasz Banasiewicz, odpowiedzialny za nadzór medyczny nad projektem.

Dzięki urządzeniu będzie szansa na zminimalizowanie bezpośrednich kontaktów personelu z pacjentami, również podczas kwarantanny domowej.

Jak sensor sprawdzi się w leczeniu ran?

Oprócz tego, że urządzenie przyspieszy wykrywanie objawów infekcji, sprawdzi się również w kompleksowym leczeniu ran. Stosowanie sensora w połączeniu ze standardowymi opatrunkami, jak i terapią podciśnieniową zminimalizuje koszty leczenia zakażeń pooperacyjnych.

– Sensor zmniejszy ilość bezpośrednich kontaktów personelu z pacjentami. To nie tylko poprawi bezpieczeństwo pracowników szpitali, ale też wygeneruje zysk ekonomiczny w postaci zaoszczędzonych fartuchów, rękawiczek, masek i czepków. Koszt zużycia tych rzeczy przy samych pomiarach temperatury może być wyższy od zakupu takiego urządzenia – zaznaczył prof. Banasiewicz.

Z sensora będzie można korzystać w domu

Urządzenie sprawdzi się u pacjentów po hospitalizacji, po to by móc kontrolować ryzyko ewentualnych powikłań spowodowanych zakażeniem, jak również w przypadku stałej kontroli temperatury u dzieci.

– Po jej zakończeniu (certyfikacji – przyp. red.) będzie gotowy do użycia w warunkach domowych oraz szpitalnych jako urządzenie medyczne klasy 2A. Czujnik będzie też mógł być łączony z innymi tego typu wyrobami – zwrócił uwagę Piotr Piątek z firmy WARMIE.

Trwają testy urządzenia

Dzięki uzyskaniu zgody komisji bioetycznej producent rozpoczął badania kliniczne i testy urządzenia. W pierwszym etapie zostanie przeprowadzona weryfikacja parametrów funkcjonalnych oraz walidacja urządzenia, czyli porównanie wyników z sensora z wynikami z tradycyjnych termometrów.

W pierwszym etapie oceniane jest również bezpieczeństwo, komfort użytkowania, jak również łatwość odczytu. Badania te prowadzane są na ochotnikach, w tym przypadku pacjentach i lekarzach Poradni i Kliniki Chirurgii Ogólnej, Endokrynologicznej i Onkologii Gastroenterologicznej Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu.

– Drugi etap będzie polegał na ocenie przydatności klinicznej urządzenia, weryfikacji użyteczności i dokładności pomiaru w porównaniu ze standardowymi metodami. Podstawą będzie monitorowanie temperatury ciała chorych hospitalizowanych, szczególnie w grupie narażonej na powikłania septyczne. Badania te będą prowadzone w ww. Klinice i w ośrodkach chirurgicznych w Austrii, Niemczech i Czechach. Uzyskane wyniki mogą okazać się bardzo pomocne w monitorowaniu stanu pacjentów poddanych hospitalizacji z powodu infekcji, w tym koronawirusa – zauważył prof. Banasiewicz.

Sensor będzie mógł monitorować temperaturę w ranie

W kolejnych etapach zostaną przeanalizowane zaawansowane możliwości urządzenia, polegające m.in. na monitorowaniu temperatury bezpośrednio w ranie, aby jak najwcześniej móc wykryć infekcję.

– Problemy z określeniem grupy ryzyka i monitorowaniem chorych na COVID-19 pokazały, jak dalece niedoskonałe są obecnie stosowane metody. Personel medyczny oczekuje urządzeń usprawniających pracę, tj. bezprzewodowych i podobnych do używanych w codziennym życiu. Istotne jest też gromadzenie danych i otrzymywanie alarmów o wysokich gorączkach pacjentów – dodał prof. Banasiewicz.

Źródło: Puls Medycyny

Przeczytaj także: SNLR: stanowisko dot. postępowania z raną podczas epidemii COVID-19

Przeczytaj bezpłatnie pokrewny artykuł w czasopiśmie „Forum Zakażeń”:

Diagnostyka Chlamydia trachomatis, Neisseria gonorrhoeae. Możliwości i ograniczenia stosowanych metod

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.